W biznesie, w życiu i sporcie jak przy każdym działaniu potrzebujemy paliwa. Tym paliwem jest jedzenie. Zbilansowane, smaczne i zdrowe co w dzisiejszych czasach jest szczególnie przereklamowane.

Pragnę zauważyć, że ten artykuł w żadnym razie nie ma służyć temu aby w magiczny sposób sprzedawać, rekomendować, przekonywać Was do potrzeby szukania w necie wszelkiego rodzaju magicznych diet.

Coś takiego nie istnieje !!!!!

Nie łudźcie się, że kupując dietę pudełkową w Internecie wasze życie się odmieni, staniecie się mocniejsi, szczuplejsi, inni zaczną was lepiej postrzegać. Co najwyżej zaoszczędzicie czas na gotowanie i pozbędziecie się kaca moralnego, że robicie tyle ile się da.

Jak to ktoś kiedyś powiedział, fantastyka piętro wyżej.

Każdy, kto będzie się starał was przekonać do tego, że ma idealną dietę dla Was jest…oszustem.

Na rynku jest wielu pseudo pionierów dietetyki i odżywiania, znawców tematu a kogo nie zapytacie, ma inny cudowny sposób na zbijanie wagi i modelowanie sylwetki.

Jest jedna bardzo prosta zasada na osiągnięcie pełni szczęścia i sukcesu jeśli chodzi o uzyskanie właściwego wzorca waszego ciała.

Piszę WASZEGO, bo każde ciało jest inne i inaczej będzie odbierało to, co mu zaserwujecie. Bardzo ważnym czynnikiem jest…genetyka, na którą nie macie wpływu a która w jakiś sposób będzie obciążała wasz organizm, nie zawsze uda wam się osiągnąć zamierzony skutek, bo pewnych rzeczy nie przeskoczycie ale możecie się zbliżyć do najlepszego dla was wzorca.

Genetyka również decyduje o tym, jak szybko tracicie wagę, jak szybko możecie wrócić do stanu poprzedniego poprzez efekt jojo, ile potrzebujecie czasu aby osiągnąć sukces w trenowaniu a ile czasu potrzebujecie na regenerację.

Możecie chłonąć tonę żarcia i suplementów a i tak będziecie daleko od celu.

Pewnych rzeczy po prostu nie przeskoczycie a im szybciej sobie to uświadomicie tym lepiej dla was, waszego ciała i waszej głowy, byle nie zwariować.

Mnie zajęło kilka ładnych lat aby zrozumieć ten proces i nie walczyć z wiatrakami, robić to co umiem najlepiej i czerpać satysfakcję z tego, że każdy dzień zbliża mnie do celu jaki sobie sam postawiłem.

A propos celu, wiecie zapewne jakie są podstawowe cechy CELU:

1.    Musi być realny

2.    Mierzalny

3.    Osiągalny

4.    Określony w czasie

To cztery najważniejsze dla mnie elementy, które także stosuję w sporcie i biznesie.

Nie będę rozpisywać każdego z tych elementów na czynniki pierwsze bo wydaje mi się, że na tym etapie wszystko jest jasne, klarowne a średnio inteligentny człowiek zrozumie jaki cel teraz powinien być.

Powracając do tematu super hiper kosmicznych diet kupowanych w Internecie.

Tak patrzę i obserwuję to co się dzieje na rynku suplementów, odżywek, jedzenia FIT i widzę jak gwałtownie rozwija się ten rynek a co za tym idzie, BIZNES. Bo o to właśnie chodzi. Chodzi zawsze o duże pieniądze. Rynek wybranych suplementów w Polsce to jakieś 5 mld złotych rocznie z tendencją wzrostową – rok do roku o jakieś 5%.

Bardzo często za tworzeniem takich diet stoją ludzie, którzy sami mało mają wspólnego ze sportem, odżywianiem, siłownię widzą w telewizji a trening kojarzy im się z piciem piwa na czas i kto więcej może.

Nie chce aby to zabrzmiało źle, są oczywiście ludzie, którzy znają temat i chwała im za to, że są w sieci i piszą mądre rzeczy ale większość to przedsiębiorcy, którzy na nas naiwnych konsumentach robią swoje mniejsze, większe biznesy.

Sam często oglądam ludzi sportu, ludzi sukcesu, którzy udzielają wskazówek co jeść, jak trenować ale zawsze stosują zasadę: sprawdziłem to na sobie….

Czy twórcy diet oferują swoje „usługi” i gwarantują rezultaty? Czyżby ?, czy któryś z tych przedsiębiorców powiedział Wam…mam super produkt ale zapłacisz mi dopiero wtedy kiedy będzie efekt. Jestem świadomy siły rażenia mojego suplementu i wiem, że działa!

TAK TAK – zawsze kończy się na kolorowym marketingu i gwarancjach z kosmosu. Proszę kupić, to sam się Pan/Pani przekona.

I tak się zarabia miliony.

Dlatego postanowiliśmy pójść w innym kierunku i pokazać wam, jak sami możecie stworzyć swoje „diety”(chociaż osobiście nie znoszę tego słowa), jak sami możecie nauczyć się co jeść, jak stosować posiłki, jakie produkty jeść aby część z nas nie była skazana z góry na porażkę kupując mega dietę w internecie a potem płacz i niedowierzanie. Nie możecie się zrażać, to proste, wystarczy trochę się pouczyć i pilnować pewnych zasad.

Ja tak zrobiłem kiedyś i wiem, że to działa.

To co dla mnie jest również ważne i zbieżne z tematem diety nazywam suplementacją konieczną. Czym dla mnie jest suplementacja konieczna?

Jest to niezbędna ilość różnego rodzaju np. mikroelementów, dzięki którym jestem wydajny w życiu osobistym, zawodowym i treningowym.

Trenując 3 razy w tygodniu na siłowni, do tego robiąc 2 treningi bokserskie, co tydzień sparing bokserski, chcąc nie chcąc jestem zmuszony do stosowania suplementów.Do tego dochodzi aktywność zawodowa w drugiej firmie i jeszcze pozostaje życie osobiste.

Tak wygląda rzeczywistość, zjadając przysłowiowego kotleta nie zapewnię swojemu organizmowi odpowiednich składników, stąd konieczność stosowania odżywek, ogólnie.

Pamiętajcie też, że zanim sięgniecie po jakąś odzywkę z półki musicie się upewnić, czy to co bierzecie rzeczywiście jest tym co potrzebujecie i czy nie spożywacie „proszku do prania” zamiast białka. Pamiętajcie, łączenie niektórych suplementów lub mikroelementów może wam wręcz zaszkodzić, jak np. łączenie spożycia żelaza i z nim cynku, selenu, wapnia i magnezu. Wymienione pierwiastki ograniczają wchłanianie samego żelaza.

Dlatego w naszej świadomości i w naszej firmie stawiamy w pierwszej kolejności na jedzenie a potem na wszelkiej maści odżywki.

Na suplementy zawsze przyjdzie czas a bez mądrego żywienia nie dojdziecie nawet do momentu, kiedy pojawi się konieczność stosowania odżywek.

Podsumowując tą część: dieta i suplementy to ważny aspekt ale najważniejsze jest to co jemy.

Pokaże wam co jeść, nauczę was jak rozpoznawać dobre jakościowo produkty, które znajdziecie na większości półek sklepowych, zaproponujemy wam np. śniadania, które będziemy dedykować dla osób idących do pracy i dla tych, którzy właśnie zmierzają na trening.

A teraz, na koniec przytoczę przykład z życia wzięty, dotyczący mojej osoby.

Uprawiam wyczynowo sport od 30 lat, mając 42 lata uważam się za faceta w bardzo dobrej formie jak na poziom zniszczeń jaki zostawił po sobie morderczy cykl treningowy gdy zaczynałem w szkole sportowej.

Zaczynałem od pływania wyczynowego potem pojawiła się siłownia, następnie zafascynował mnie kickboxing a od kilku lat moja miłość jest zarezerwowana dla boksu.

Mam potrzebę stosowania racjonalnego żywienia ponieważ tyle trenując ma to ogromny sens i rzutuje na całe moje życie. Im wyżej wchodzę tym wyżej chce wejść, im dalej skacze tym dalej chce wylądować. Takie jest całe moje życie. To trochę przypomina gonienie zajączka ale to jest właśnie piękne.

Kocham to i nie chce tego zmieniać.

Gdyby nie to, że ktoś kiedyś pokazał mi jak tworzyć dietę, na bazie jakich produktów i dostosowaną konkretnie pode mnie, pewnie dzisiaj błądziłbym w obłokach szukają magicznego rozwiązania.

Po pierwsze, zmieniłem całkowicie system odżywiania.

Zacząłem jeść częściej, mniej, zacząłem jeść …świadomie.

Dlaczego podkreślam świadomie, bo to co jadłem miało dla mnie kluczowe znaczenie, nie zależało mi na tym aby mieć pełen talerz a raczej co na nim mam. Oczywiście banał, no pewnie, że tak ale powiedzcie, dlaczego tak niewielu z nas stosuje ten banał. Widzę co się dzieje na talerzach niektórych z nas. Ogólnie jemy za dużo, bezmyślnie i potem się dziwimy, czemu mój tyłek rośnie a mnie brakuje tchu aby wejść  na 4 piętro.

Jem obecnie 4-5 razy dziennie, zaczynam pierwszym posiłkiem zaraz po przebudzeniu. Błagam, nie pozwólcie sobie wmówić, że można iść na trening bez jedzenia, co za gamoń to wymyślił. Jeżeli uprawiasz kulturystykę, fitness i się wycinasz w sezonie to zupełnie inna bajka. Jeżeli organizm potrzebuje energii, to z czego ją zabierze? No oczywiście zmagazynowany glikogen weźmie z wątroby i mięśni !a co potem? Zaczyna się metabolizm białek, nie tłuszczy! Oj nie, tłuszcze idą na koniec moi drodzy. Na tłuszcze mamy przygotowany zabójczy plan treningowy w postaci zajęć cardio lub ciężki siłowy trening.

Potem drugie śniadanie, obiad, drugi „obiad”, który różni się od właściwego obiadu w zależności co robię po południu i wczesna kolacja w granicach godziny 18-19.

Jeżeli mam trening koło 18-19 automatycznie porcje żywieniowe tak przestawiam aby zjeść posiłek na półtorej godziny przed treningiem. Potem zostaje mi uzupełnienie węglowodanów po treningu i posiłek, który jem gdzieś do godziny po treningu.

Na moim talerzu musi się znaleźć odpowiednia ilość białek, tłuszczy i węglowodanów.

W okresie jesienno-zimowym jem ogólnie dużo, wszystko co mogę i nie za bardzo patrzę czy czegoś jest 500g czy 800g. Stosuję zasadę, że muszę nabrać trochę kg aby potem to przerobić na siłę i mięśnie. Oczywiście, wszystko w granicach rozsądku i możliwości.

Od marca zaczynam przyglądać się temu co jem i w jakich ilościach, zaczynają się inne treningi, gdzie szukam wytrzymałości i siły.

Mój trening trwa około 1,5 godziny a w jego skład wchodzi ogólnorozwojowy trening siły, wytrzymałości.

To na co zwracam szczególną uwagę, to także ilość spożywanej wody w ciągu dnia, izotoniki, które stosuję podczas treningu i witaminy jakie stosuję.

Wody zużywam około 2 litrów dziennie, niegazowana, osobiście używam samodzielnie robionych izotoników, woda albo z solą albo witaminą C. Podczas treningów zużywam 1,5 litra izotoniku.

Jeśli chcecie zrobić własny izotonik, polecam wziąć litr wody, łyżka miodu, sok ze świeżo wyciśniętej pomarańczy lub dwóch i do tego dorzucam łyżeczkę soli himalajskiej lub nasza polska kłodawska.

Ot cała filozofia. Jeśli chcecie więcej płynu, automatycznie powiększacie ilości składników.

Jeśli chodzi o białka, stosuję te zdobyte z pożywienia, czyli indyk, ryby, wołowina, czasami spożywam wieprzowinę.  Indyk jest czystszym mięsem od kurczaka ale droższym i znowu trzeba policzyć na co można sobie pozwolić. Do tego podroby bogate w mikroskładniki i najważniejsze, masa warzyw. Warzywa w różnej postaci, gotowane, grillowane, duszone. Do każdego niemal posiłku.

Nie wiem jak Wy ale ja muszę zjeść kilka porcji mięcha w tygodniu, inaczej robię się …drażliwy i lekko zaczepny. Próbowałem odrzucić mięso na okres 2 tygodni, wytrzymałem tydzień. No taki to już mięsożerny osobnik jestem. Pamiętajcie, genetyka, dodatkowo grupa krwi 0Rh+ .

Jeśli chodzi o białka sztucznego pochodzenia, kupowane w sklepach z odżywkami, NIE STOSUJĘ i do tego samego was zachęcam. Nie znam profesjonalnego kulturystę, który sięga po odżywki białkowe ale znam wielu, którzy je produkują 🙂

Co do węgli w posiłkach, temat rzeka, jedni mówią, że dowolność inni, że trzeba liczyć.

Ja przeważnie nie liczę, szkoda mojego czasu a przy codziennym wysiłku i porcji zadań do zrobienia codziennie, wolę czas przeznaczyć na trening a cukier używam tylko do posłodzenia kawy i to w ilości minimalnej 3 razy dziennie. Węgle pochodzą głównie z pożywienia. Żadnej śmieciowej chemii.

I tu się mogą odezwać ci, którzy liczą węgle, uprawiają np. kulturystykę i ja to szanuję ale to co piszę raczej nie odnosi się do was, ja kieruję moje słowa do normalnego Kowalskiego, który rusza się tyle o ile, chce się zacząć ruszać lub coś zmienić w swoim życiu.

Panowie i panie ciężarowcy, wy macie swoje prawidła i one kierują was do sukcesu. Czapki z głów.

Czy jadam słodycze? No pewnie, jeszcze nie zwariowałem. Wybieram tylko te, które mogę jeść, szybko psujące się (ciasta) a nie zalegające na szafkach sklepowych(ciasteczka, batoniki, czekoladki ze wsadem). Jedyna słuszna czekolada to ….gorzka czekolada. To co jest pieczone w formie domowych ciast, jest także przemyślane, brak ciężkich kremów, sosów, opływających czekolad, raczej lekko i fit. Jest książka w kuchni na swoim miejscu, często korzystamy w pomocy mądrzejszych w tej materii. Pamiętajcie, bez przesady. Jemy wszystko ale w ograniczonych ilościach, o określonych porach dnia.

Pewnie, nie każdy się ze mną zgodzi ale ja mówię co sprawdziłem na sobie, na klientach i co działa. Mnie nie zależy na tym aby super wyglądać jak z gazetki FIT, ja szukam kompromisu między tym jak wyglądam, ile mam siły i jak wygląda na treningu moja wytrzymałość. To jest akurat dla mnie kluczowe.

Jak bym chciał zmienić dyscyplinę na kulturystykę, to pewnie tak bym uczynił ale tego nie zrobię, bo jeść lubię a i moja genetyka też mogłaby być inna. Jest jak jest, znalazłem nisze i tego się trzymam, nie walczę z wiatrakami i wam tego samego życzę. Znajdźcie wasz złoty środek i doskonalcie się w tym. Mnie zajęło to kilka lat aż zmądrzałem i poznałem swoje ciało. Nie każdy ma tyle szczęścia i dlatego inni na nas zarabiają promując swoje suplementy, cud diety i inne babole.

Zacznijcie od tego, że:

·      określicie w jakim miejscu obecnie jesteście! – to najważniejsza rzecz, musicie zrobić sobie rachunek sumienia.

·      jaki macie cel na kwartał, pół roku i rok.

·      zacznijcie się ruszać, żadna dieta nie zbawi was od złego i nie zwolni od aktywności. Tylko poprzez połączenie aktywności i prawidłowego żywienia możecie kreować cele. Pamiętajcie, cel musi być rzeczywisty i osiągalny.

·      potem zaprzyjaźnijcie się ze swoim ciałem, nie walczcie z nim a pomóżcie mu się zmieniać a odwzajemni się wam efektami.

·      codziennie się ważcie i zapisujcie wyniki, zobaczycie jak szybko wasz organizm reaguje na zmiany, na co reagujecie dodatnie a na co ujemnie. Gdy przez dwa miesiące będziecie mieli rozpiskę waszego jedzenia, sami dojdziecie co wam szkodzi a co nie, do tego nie potrzeba wam żadnego magika z Internetu za $.

·      zapisujcie co jecie i w jakich ilościach, wszystko, nawet co pijecie, skonsultujcie to z kimś, kto wam mądrze pomoże lub zaproponuje zmiany, które musicie sami przed lustrem zaakceptować inaczej jest to gra nie warta świeczki.

·      najważniejsze – gdy zaczniecie cały ten proces, nie ważcie się zrezygnować, zaniechać waszych działań bo dopadnie was zły humor, złość, negowanie waszych działań. Tak ma być ! to normalne, ten etap przechodzi u każdego tylko z różną intensywnością. Ja zbijając wagę i zmieniając sposób żywienia, byłem tak zły, że chciałem zamordować worek na treningu ale dlatego, że wiedziałem co mnie czeka byłem na to przygotowany. Mój organizm zaakceptował zmianę po 2 tygodniach i zaczął przyswajać nowy styl życia a raczej….odżywiania a było to…8 lat temu. Da się ? Da się!

Napisz komentarz

Close

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur
adipiscing elit. Pellentesque vitae nunc ut
dolor sagittis euismod eget sit amet erat.
Mauris porta. Lorem ipsum dolor.

Working hours

Monday – Friday:
07:00 – 21:00

Saturday:
07:00 – 16:00

Sunday Closed

Our socials
About